Małżeństwo wagi półśredniej i kobieta wyzwolona 2010-10-22 15:17:52

Długo nie pisałam, minęło lato, nadeszła jesień, a notka dojrzała do napisania.

We wrześniu nawiedziłam włoską Riwierę, a co by się nie nudzić w mniej słoneczne dni, zapakowałam przezornie do walizki masę książek. Polskich, rzecz  jasna. W tym „Małżeństwo wagi półśredniej” Johna Irvinga. Wieczorami (a raczej nockami, bo prowadziliśmy z Tigre wampirzy tryb życia) czytałam do poduchy o dziejach kwadratu małżeńskiego. Spotkały się dwa małżeństwa i postanowiły wymienić się partnerami. Coś w rodzaju całkiem legalnego i akceptowalnego przez obie strony romansu. Taki nowoczesny układ. Ale „happy ever after” w takich układach to raczej utopia, tak było i w tej „nie-bajce”. Ktoś się zakochał, ktoś miał ukryty żal, ktoś okazał się wcale nie taki wyzwolony i wspaniałomyślny, jak się to wydawało,  posypał się układ jak domek z kart. I jedno z dwóch małżeństw.

Mniej więcej w tym czasie, gdy czytałam tę książkę, poznaliśmy jedną parę z Rosji. Ona – blondynka podobna do Dody, on – brunet o wschodnich rysach. Przypadliśmy sobie do gustu, choć ja nie znam rosyjskiego ani be, ani me (Tigre musiał być tłumaczem), razem piliśmy, śpiewaliśmy, śmialiśmy się, generalnie było sympatycznie. Nawet zapraszali nas do siebie, na Syberię. Az pewnego wieczoru, po wielkiej ilości procentów, nie wiem kto zaproponował, byśmy zrobili sobie zdjęcia. Ale takie z wymianą partnerów. O, ładnie, a teraz z udawanym całusem, takie niby „rozwodowe”. Tam wśród śmiechu i ogólnego zamieszania ten chłopak mnie pocałował. Z zaskoku totalnego, nawet nie zdążyłam zareagować. Ona udała, że się złości, ale w rewanżu pocałowała Tigre. Jakaś ostrzegawcza lampka zapaliła mi się w mózgu.

- Tigre – powiedziałam nazajutrz na plaży – mnie się zdaje, że oni chcą z nami jakiś gruppen-sex uskutecznić. Albo wymianę partnerów. Jak w tej książce, wiesz.

- To całkiem możliwe – zgodził się – Rosjanie są bardzo otwarci, w seksie też.

Zamyśliłam się.

- Wiesz… może i to nawet fajne by było (pomyślałam o pocałunku z zaskoczenia, który jednak na mnie jakoś podziałał), ale jak sobie pomyślę, co mogłoby być dalej… jak mogłoby się to skończyć… runąłby w gruzach nasz pluszowy światek i nigdy by już nie było tak samo. Nie byłoby nas…

- Ja nawet nie dopuszczam takiej możliwości – przerwał mi – a zresztą – dodał, biorąc mnie za rękę – nie oddałbym cię innemu facetowi, wiesz o tym. Jestem Bykiem, a Byki mają silne poczucie terytorializmu. No i nigdy już nie byłoby tak samo między nami…

- Cieszę się, że się ze mną zgadzasz –rzekłam, przytulając się do niego.

Wieczorem poszliśmy do „naszej” tawerny, ale Rosjan nie było. Nie spotkaliśmy się z nimi więcej. Czyżby doszli do podobnych wniosków?

Niedawno w pracy zostałam obdarzona niecodziennym komplementem. Gadam sobie z Brodaczem, i nagle słyszę od niego:

- Jesteś młodą, wyzwolona kobietą.

- Skąd wiesz… to znaczy, dlaczego tak sądzisz? – spytałam, szczerze zdziwiona jego jasnowidztwem, bo ze swoimi poglądami na tematy damsko-męskie nie wychylam się na forum publicznym, a zwłaszcza pracy.

- Bo to widać – powiedział, jakby to było coś oczywistego.

Gdyby wiedział…

Mało jest prawdziwie wyzwolonych ludzi. Wyzwolenie zaczyna się w głowie. A najważniejszym organem seksualnym jest mózg.

skomentuj (0)

wyjazdy i rozjazdy 2010-08-26 22:02:27

Wróciłam ci ja z Krainy Morskich Bałwanów i Wędzonej Flądry. Ale tylko na dwa tygodnie, bo znów wybywam. Nie ma to jak zycie w rozjazdach...

Zepsułam telefon. Spłukałam się. Opaliłam się. Schudłam. Przegoniłam Tigre po wszyskich plażach. Dorobiłam się kontuzji. Miałam robioną bioenergoterapię. Nastawiany kręgosłup. W planach był także masaż, ale masażysta się nie stawił. Mówi się trudno...

Zrobiłam sobie odwyk od tuczących węglowodanów oraz internetu. Ale kolega i tu mnie znalazł: Pijawka, ratuj! Ona chce się ze mną umówić! I co ja mam zrobić? Jak to co: działać, działać!

Ponadto: cos ruszyło w kwestii mojej nieskończonej powieści. Ktoś solidnym kopniakiem obudził moje zaspane natchnienie. Wreszcie. Utknęłam w martwym punkcie na parę lat. Czy to dlatego, że inspiracje się rozmyły? Te szalone, zwariowane, nieodpowiedzialne?

Nie ma ich. Zostały na poprzenim blogu. Teraz jestem solidną, zrównoważoną furgonetką. A bywałam i kolejką górską, mknąca z zawrotną prędkością po śliskich torach. Nieraz bardzo sliskich. Az cud, że pęd powietrza i siła grawitacji nie wysadziła mnie z torów. Wiecej szczęścia niz rozumu? Moze...

W pracy spokój. Względny. Królewny nie żrą się już z Wincentym, a on nie donosi już jak głupi. I nie podsłuchuje pod drzwiami. A przynajmniej robi to dyskretnie.

Czekam na wypłate jak spalone słońcem pole na deszcz. Moje konto świeci nieprzyzwoitą golizną. Znów prowadze półpasożytniczy tryb zycia, jak na pijawkę przystało. Oby nie długo...

Przywiozłam Indiance miód z propolisem.

skomentuj (0)

co, kalosze? ja kaloszy w ogóle nie noszę! 2010-07-28 10:46:50

Dostałam od sister na urodziny (okrągła data, że tak powiem) kalosze. Leciutkie, z pianki, oliwkowo-brudnozielone, wygodne jak diabli. Na obecną aurę jak znalazł. Poszłam do pracy, królewny w smiech. Że niby jak Lepper wyglądam? Wsi spokojna, wsi wesoła? Do rozrzucania zwierzęcych wydalin? Chrzanić to. I tak będe chodzić. Do biura też.

W weekend miniony urządzałam dwie imprezy-domówki-popijawki. Każda w innej tonacji: c-dur i a-mol. Niekoniecznie w takiej kolejności. Goście bawili się, aż miło. Na tej drugiej (w Domku na Kurzej Łapce, bo miejsca więcej i krzyczeć mozna)  to nawet tańce były i śpiewy chóralne. Towarzystwo z grubsza międzynarodowe:) Maszyna ruszyła, zobaczymy, co życiorys dopisze dalej.

A teraz pada, leje, a planu urlopowe part 2 (bo part 1 zabukowane od dawnien dawna) mrówki zjadły. I dupa. Najwyżej nie pojadę, phi.

Matki Boskiej Pieniężnej przeciąga się w czasie. Pójde chyba do banku z miotaczem ognia, ale za to w kaloszach.

skomentuj (0)

a jednak się kręci... 2010-07-28 10:14:07

A jednak. Brakuje mi tego pisania o Nietzchem czyli o niczym. Więc wracam do pisania. Może kiedyś będzie mnie to bawić?

Mój poprzedni blog zarósł pleśnią, kurzem i mchem zielonym. Przeto poszedł do spalarki.

Póki co za oknem kapuśniaczy, we(ł)ny twórczej jakby brak, więc wracam do pracy.

skomentuj (0)
Księga Gości